Odejścia i powroty. Odcinek 4.

W domu zostałam przywitana z ulgą. Słowa – „nareszcie!”, były jak ostry miecz prosto w serce. I choć odczuwałam rodzaj niezrozumiałego pokoju, to jednak zostawał on szybko zwalczany przez nasuwające się myśli. Miałam odczucie niedopełnienia, pewnej przegranej, pozbawienia możliwości uzyskania tak wielu odpowiedzi. Znów zaczynała się zima, a ja zdawałam się  być na nią nieprzygotowana.

Pierwszym moim celem jaki sobie postawiłam, było szybkie załatwienie formalności w związku z przeniesieniem swoich studiów. Nie było to wcale takie łatwe, jak z początku myślałam i pomimo moich kilkakrotnych próśb i nalegań nie przyjęto mnie na kolejny rok ponieważ -spóźniłam się z tym o cały miesiąc! Byłam zaskoczona tym faktem i takim obrotem sprawy. Kazano mi czekać cały rok na możliwość kontynuowania obranego kierunku.

Skoro nie mogłam studiować postanowiłam znaleźć inne zajęcie.  Zapisując się na różne szkolenia miałam nadzieję, że może znajdę jakąś dorywcza pracę i czas szybciej zleci, a emocje nie zdominują całkowicie mojego serca. Równolegle krążyłam myślami wokół jakiejś formy aktywności w Kościele. Może powinnam się schować i siedzieć cicho, ja jednak czułam, że nie mogę poprzestać póki nie odnajdę…siebie.

Poszukiwania ukrytego szczęścia, zagubionego życia, które zdawało się robić mi na złość i uciekać przede mną, było wyczerpujące. Jednocześnie doświadczałam nalegania by nie ustawać i by porzucić wszystko i uznać przegraną. W głębi duszy szeptano, że nie można tak łatwo rezygnować, ale czy brał ten cichy głos pod uwagę kończące się siły? Czułam się raczej jak posłana na wojnę, o której nic mi nie było wiadomo, a ja nadal nie wiem jak mam posługiwać się konieczną bronią.

W tym nieładzie myśli i pragnień poznałam wspaniałych ludzi. To dzięki nim rozpoczął się odważny proces zmiany w moim sercu. Każde spotkanie z nimi uświadamiało mi, że moje błędne przekonania o sobie i świecie są możliwe do uzdrowienia. Że człowiek posiadając wolną wolę może i powinien z niej korzystać aby zmieniać nie tylko siebie, ale i rzeczywistość wokół. Początkowo patrzyłam na nich z ogromnym dystansem i nieprzekonaniem. Byli tacy…pobożni? Nie wiem, czy to słowo do nich pasowało. Oni byli oddani i szczerzy, choć oceniając z pozorów można by ich za pobożnych wziąć. Może dlatego, że przychodzili na modlitwę częściej niż statystyczny katolik i wyraźnie czerpali z tego radość. To zastanawiało mnie najbardziej. Zastanawiało i zadziwiało. Nie byli po niej zmęczeni, wręcz przeciwnie. Po każdej modlitwie w której uczestniczyli ze swoją wspólnotą, zdawało mi się, że są w stanie zapalić cały świat do czynu. Starałam się i ja czasem pojawiać u nich, ale nie byłam z tych gorliwie oddanych i zapalonych. Ciągle chowałam się w sobie nie potrafiąc wydobyć z siebie nic poza tym co konieczne, by przetrwać.

W końcu rozpoczęłam kolejny rok studiów. Bardzo się cieszyłam, a kiedy trzymałam w ręku indeks, muszę przyznać, że i duma, choć nieśmiała, pojawiała się we mnie. Czułam że w końcu robię coś użytecznego, mierząc swoją wartość tą samą krzywa miarą i przekonaniem – pracujesz to jesteś coś wart, nie pracujesz…

I znowu zostałam pochłonięta przez pasjonujący świat teologii. Na studiach krążyło takie powiedzenie, że studiując teologię traci się wiarę. Myślę, że powstało ono zarówno z lęku przed wiedzą jak i obawą przed poznaniem prawdy, że na wszystko – pomimo studiów, nie da się odpowiedzieć. Przekonania kłamliwego, że wiara stoi w sprzeczności z nauką, albo podobnych stwierdzeń, że „wolę wierzyć i nie wiedzieć”. Takie nastawienie jest zamykaniem swojego umysłu i serca na szersze patrzenie. Zamknięciem na prawdę, która wymaga poszukiwań, zgłębiania i dochodzenia do niej siłami nie tylko woli ale i rozumu. A jeśli chodzi o utratę wiary, to muszę powiedzieć, że moje studiowanie przebiegało zupełnie w odwrotnym kierunku. Nieustanne drążenie, dopytywanie, szukanie „dziury w całym”, za każdym razem było motywujące do pragnienia czegoś więcej. Wiedza poszerzała moje horyzonty myślowe i serce stawało się dziwnie pojemniejsze. Nastrajała mnie do wchodzenia głębiej także swoim życiem w to, o czym słuchałam i czytałam. Wiedza i zgłębianie jej prowadziły mnie do umacniania mojej słabiej wiary. To między innymi dzięki studiom przetrwałam ten trudny czas.

Kiedy zamykałam oczy marzyłam o miejscu z Apokalipsy w którym nie będzie bólu, ani łez. Słuchawki na uszach z ukochaną muzyką pomagały mi kołysać się wśród tłumu otaczających mnie ludzi. Przechodziłam obok nich każdego dnia i zastanawiałam się, czy ktoś patrząc na mnie domyślał się, jak tam we mnie jest. Po głowie zaczynała mi krążyć nowa myśl. Przecież wszystko jest dla ludzi, a ja chcę pomóc sobie żyć. Sensu życia jeszcze nie zdołałam złapać za nogi i skoro nawet nie wiem, gdzie go szukać, może pora na pomoc kogoś, kto wie, jak je odnaleźć? Tak rozpoczęłam psychoterapię. Początkowo grupową, a potem indywidualną. Nie spodziewałam się cudów, ale pomyślałam, że warto zainwestować swój wysiłek w dobrym kierunku.

Opór napotkałam nie tylko w sobie ale i ze strony najbliższych. Bo po co, dlaczego, że rozczulam się, że znów koncentruję się na sobie itd., prawie bez końca.

Pierwsze dni były koszmarne. Miałam wrażenie, że znalazłam się w rozżarzonym kotle własnych emocji, myśli i problemów, a do tego muszę o tym mówić, nazywać je i dawać miejsce w sobie zarówno na krytykę, jak i na ocenę. Zderzenie z rzeczywistością było na tyle bolesne, że myślałam, że zostawię to i nie dam rady. Moment w którym słyszy się prawdę, kiedy wszystkie dotychczasowe emocje i wysiłek podświadomości ukierunkowany był na jej ukrycie – to dopiero szok. Broni się nie tylko psychika, ale i ciało. Źródło problemu i nazwanie go to jedno, ale uznanie tego i przyjęcie za swój problem, to zupełnie inna sprawa. Zgoda na oścień, świadomość, że będzie z tobą na zawsze – z początku miażdżące. Dotykanie jądra powoduje jeszcze większą ciemność. Wchodzenie w prawdę to spacer nad przepaścią. Ryzykowny, bez pomocy.

Widza okazywała się przydatna. Odkrywanie siebie i mechanizmów, przyczyn swoich działań i uczuć choć trudne, stało się pomocne w codzienności. Któregoś jednak dnia miałam wrażenie, że nie jest możliwy już żaden krok na przód, że pomimo wysiłku i zdobytej wiedzy, nie przekazano i nie nauczono mnie, jak żyć. Otrzymałam wiele odpowiedzi, ale nie na to najważniejsze pytanie. Pytanie O SENS.

Można na tym etapie ulec pokusie coraz to częstszego i głębszego wchodzenia w siebie. Można, ale ja miałam trochę już dosyć. Wrażenie, że kręcę się tylko wokół tych samych spraw i wokół siebie, nie opuszczało mnie, a zmęczenie tym faktem było na tyle irytujące, że w planach miałam zostawienie tej oto ścieżki oświecenia. Powracały wtedy te wszystkie życzliwe słowa typu „a nie mówiłam”, „zabierz się w końcu za życie”, albo „nigdy się nie zmienisz”. Głowa pękała od szumu myśli, a serce już dawno zdawało się nie bić. Zanim zrobiłam ostateczny krok, poznałam pewnego Kapłana. Zachęcona jego otwartością odważyłam się prosić o pomoc w postaci systematycznego kierownictwa duchowego. To niby przypadkowe spotkanie spowodowało największe przemiany w moim życiu. Brakujące ogniwo spajające mnie w jedną całość zaczynało się materializować.

Zostałam przeprowadzana nie tylko przez poznanie siebie intelektualne, ale także przez przyjrzenie się mojemu wnętrzu i jego pragnieniom.  Nie wystarczy, że zajmiemy się naszym ciałem i psychiką. Nie wystarczy wiedza i prawda o sobie podana nawet przez najznakomitszych psychoterapeutów czy trenerów osobowości, jeśli dusza straszy nędzą. Człowiek potrzebuje pełni z której powstał. Brak troski o każdą z tych sfer może spowodować rozchwianie i niezrozumienie zarówno siebie, jak i drugiego. Zmotywowana szukałam też odpowiedzi w swoich korzeniach, dopytywałam, drążyłam. To na ten czas przypadło tak ważne poznanie prawdy o moich początkach o których pisałam w Poznając swoje korzenie odnajdziesz siebie.

Otrzymałam podstawy z wiedzy psychologicznej, nauk o człowieku, ale kropką nad i oraz dopełnieniem zrozumienia siebie, było odważne wkroczenie na drogę przygody z życiem duchowym. Z życiem, które nie jest wolne od wojen i burz. Wymaga nieustannego samozaparcia i niepoprzestawania nigdy. Przynosi dobro i daje siły, o których nawet mi się nie śniło. Beznadzieja uciekała z lękiem przed jaśniejąca nadzieją. 

Intensywność tego czasu spowodowała, że potrzebowałam oddechu, stąd moja dwukrotna podróż do Nowego Yorku, z której przywiozłam wspaniałe wspomnienia.

W ciągu tych kilku lat stawałam się zupełnie innym człowiekiem. Z zalęknionej osoby, która bała się mówić publicznie, odważnie wypowiadałam swoje przekonania i trzymałam się powziętych postanowień. Ta zmiana nie została przez wszystkich przyjęta z otwartym sercem. Łatwiej bowiem jest żyć z człowiekiem, który zawsze przytaknie, będzie milczał i wiernie zgadzał się we wszystkim, niż takim, który ośmieli się mieć inne zdanie, a nie daj Bóg, sprzeciwi się twojemu. Smak początków pełnej wolności w byciu sobą, dodał mi wiatru w skrzydła. Nareszcie, po tylu latach prawda o mnie zaczynała przybierać rozpoznawalne przeze mnie kształty. Pośród labiryntu uczuć i myśli odnajdywałam te prawdziwie moje i cenne. Zagubienie zaczynało ustępować sile i odwadze.

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. J 8,32.  Nie tylko prawdę o swojej przeszłości, o historii życia. O tym, że doświadczenia z dzieciństwa, relacje, czy wydarzenia zamykają nas w utartym schemacie funkcjonowania. To nie jest cała prawda o człowieku. Prawda, która ostatecznie uwolniła moje serce było poznanie, zrozumienie i przyjęcie tego, że JESTEM KOCHANA. Zgoda na swoje życie, ponieważ moje życie jest CHCIANE i ja jestem CHCIANA. Świadomość miłości bezwarunkowej naznaczyło je SENSEM. Podarowane mi życie nie jest obowiązkiem czy karą, jest DAREM MIŁOŚCI. Doświadczenie tego pozwoliło mi rozpocząć je na nowo. 

I wracała do mnie myśl, która czasem odchodziła  zmieszana codziennością, ale gdy ciszy bywało już więcej wokół, ona niestrudzenie i wytrwale powtarzała „powinnaś wrócić tam, gdzie skradziono Ci serce, bo jak żyć bez niego„…

c.d.n

*

Odejścia i powroty. Odcinek 3.

Odejścia i powroty. Odcinek 2.

Odejścia i powroty. Odcinek 1.

Odważyłam się i poszłam.

 

Advertisements

18 thoughts on “Odejścia i powroty. Odcinek 4.

  1. Kiedy zdecydowałam się na zmiany w swoim życiu, a właściwie w samej sobie, natychmiast wyczułam, że to nie ja stoję w niekomfortowej sytuacji, ale otaczający mnie ludzie, część bliskich zaakceptowała moje zmiany i pragnienia, udzielając mi duchowego wsparcia, druga część nie, ale ja czuję się szczęśliwa, a o to właśnie chodzi. :)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Chyba najtrudniejsze w odnajdywaniu siebie jest to, że inni często nie akceptują naszej zmiany, nie jest im na rękę to, że nagle zaczynamy mieć swoje zdanie i mówimy o tym co nam się nie podoba.

    P.S. Pięknie piszesz!

    Polubione przez 1 osoba

    1. każde poszukiwanie siebie jest trudne.
      to trochę ja w bajkach – jest bohater, szuka skarbu, a na drodze piętrzą się gigantyczne przeszkody – intrygi, groźne potwory, szklane góry…Ale żaden bohater się nie zniechęca, idzie naprzód i walczy.
      Przydałoby się poczytać takie utwory nam, ludziom z XXI wieki, którzy mamy tendencję do załamywania się pod naporem przeszkód. Życie zmusza nas niejednokrotnie do stawiania czoła rozmaitym trudnościom. To nam uświadamiają baśnie ucząc jednocześnie niepoddawania się i wytrwałości w dążeniu do celu.

      Polubione przez 1 osoba

  3. To co napisałaś: „Zgoda na swoje życie, ponieważ moje życie jest CHCIANE i ja jestem CHCIANA”, jest moim zdaniem kluczem do poczucia się wolnym, szczęśliwym, spokojnym…I choć nie wiem jak bardzo byśmy się starali, to nigdzie indziej nie znajdziemy tego sensu naszego istnienia i radości w sercu…Dziękuję!

    Polubione przez 1 osoba

      1. Pięknie piszesz, nie można się oderwać…
        Ktoś powiedział Jaka szkoda że istota rzeczy jest taka prosta.
        Ja myślę, że to właśnie jest wspaniałe, bo każdy może odkryć tę prostotę i wcielić ją w życie.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s