Odejścia i powroty. Odcinek 3.

Zostało mi jeszcze kilka łyków herbaty i zaraz ruszam do obowiązku. W czasie tej ostatniej spokojnej chwili przy śniadaniu, zastanawiałam się, czy wiosna przyniesie coś nowego i jak to wszystko się dalej potoczy. Za wiele się nie spodziewałam, miałam tylko nadzieję, że wszystko będzie dobrze, choć dziwne uczucie niepokoju ogarniało moje serce.

Tak wiele dowiedziałam się o sobie i o życiu przez tych kilka miesięcy, że wiedza ta mogłaby przerazić niejednego. Świadomość tego – że życie to nie tylko dążenie do realizacji swoich pragnień i szczęśliwe w nich trwanie, ale także nieustanny bój, zmaganie i kształtowanie serca, by dokonywało słusznych wyborów – było dla mnie ważnym doświadczeniem. Cel, który obieramy, choć wydaje się nam słuszny, to prowadzące do niego ścieżki nieustannie mogą podlegać modyfikacji.  Z czasem odkrywamy także, że to, co było ważne dla nas wczoraj, już takie nie jest dzisiaj. Dzieje się to wtedy, gdy świadomie wkraczamy na drogę rozwoju. Chcemy nie tylko żyć, ale z tego życia czerpać pełnymi garściami i świadomie budować naszą codzienność. Zmiany dokonują się powoli. Każda jedna, okazuje się być milowym krokiem w poznawaniu otaczających nas zależności. Życie, od momentu gdy świadomie w nie wkroczyłam, stało się trudniejsze niż myślałam. Wydarzenia nagle przyniosły ze sobą konieczność podejmowania decyzji, dokonywania wyborów, przejmowania odpowiedzialności. Składowe dorosłości czasem dają w kość. Bez nich nie możliwe jest jednak życie dojrzałe. Dorosłość, a dojrzałość, to dwie różne sprawy.

Wiele zależało ode mnie. Co zrobię z wiedzą, którą posiadam? Co zrobię z uczuciami, które się we mnie rodzą? Czy nadal – tak jak do tej pory – będę sama w swoim świecie i nikogo do niego nie dopuszczę, a może dam się zaprosić do wspólnej wędrówki przez nieodkryty świat mojego wnętrza? Wtedy jednak, nie rozumiałam tego tak mocno i wyraźnie, jak dzisiaj.

W czasie zimy miałyśmy więcej chwil na czytanie oraz wgłębianie się w rozpoczęte studia. Bardzo chciałam studiować i  okazało się wkrótce, że to był strzał w dziesiątkę. Nowa pasja zaczynała rozpalać moje serce. Na początku zafascynowali mnie tzw. Ojcowie Kościoła. Ich czyste i proste spojrzenie na wiarę. Bezkompromisowe podejście do jej zagrożeń. Ich pisma były moją pierwszą miłością na studiach. Potem przyszły kolejne, jeszcze większe.

Słońce za oknem zdawało się częściej już zapraszać do porzucenia zimowych szali i odważnego oddechu wśród pierwszych wiosennych promieni. Ogród uśpiony przez kilka miesięcy wymagał ogromnego nakładu pracy i wielu sił. Ruszyłyśmy uzbrojone w łopaty, by przygotować ziemię na mające spocząć w niej bogactwo natury. Ile potrzeba wysiłku, wiedzy i konsekwencji, aby ziemia wydała plon obfity. To zupełnie tak samo jak w naszym życiu. Wyciskamy siódme poty, by coś nam wyszło, by było super i dobrze, zawsze po naszej myśli. Przeliczamy włożony trud spodziewając się sowitej zapłaty. A efekty są różne, najgorzej jak nie widzimy żadnych. Ciężkie to dla naszego ego, bo przecież „tak się starałam”. Jest takie mądre zdanie dla takich jak ja zapaleńców, co by chcieli wszystko mieć od razu i podane i w ogóle bez większego wysiłku:

„Jeden sieje, a drugi zbiera”.  J 4, 37.

Możliwe więc, że owoców nie będzie nam dane nigdy oglądać.

Codziennie czytałam Biblię. Każdy ranek rozpoczynałyśmy najpierw wspólnymi modlitwami, a następnie refleksją nad konkretnym fragmentem z Pisma Świętego. Na początku zdawało mi się że będę na tyle znudzona, że od razu poczuję ciężar moich powiek i z chęcią ulegnę zapadając w błogi sen. Zastanawiałam się jak spisane wile tysięcy lat temu zdania mogą mieć istotny wpływ na moje życie. Nie spodziewałam się zupełnie, że każde czytanie, wybieranie fragmentu, który do mnie przemawia w danym dniu najmocniej, będzie tak ważne i stanie się przygodą na tyle wielką, że już nie będę chciała z niej rezygnować. 

Czytałam historię ludzi takich samych jak ja. Słabych, poszukujących, nie zawsze wiernych. Ludzi, którzy chcieli kochać i być kochani, pełnych pasji, czasem samotnych, nie raz zagubionych. Nie wiedzieli gdzie jest prawda, ale poszukiwali jej ze wszystkich sił. Czytałam o Bożych wybrańcach, którzy po ludzku na to wybranie nie zasługiwali. Zastanawiałam się jak to jest ze mną i czym jest „moje wybranie”. Czy aby nie jest tak, że chcę na to wybranie zasłużyć. Obawiałam się także, czy aby na pewno było ono autentyczne.

Któregoś dnia jedna z młodych sióstr opowiadała mi swoją historię. Nie była nigdy grzeczną dziewczynką. Którejś niedzieli mama znów wysłała ją do kościoła, a ona jak zwykle stanęła z kumplami gdzieś obok i paliła papierosy. Tam gdzie stali, dobrze było słuchać co dzieje się w kościele. Rozpoczęło się czytanie Ewangelii. Słowa konkretnego fragmentu z pisma Świętego zaczynały odbijać się w niej na tyle mocno, że spojrzała na papierosa i przestała palić. Słuchała dalej i stało się coś, czego nie rozumiała. Odeszła od grupy znajomych. Ciągle brzmiały w niej usłyszane słowa. Jakieś przedziwnie dobre ziarno padło w jej serce, a ona nie odrzuciła go i z czasem pozwoliła mu wykiełkować. Jak tylko zakończyła naukę, wstąpiła do zakonu. Tak nagle się zmieniła. Usłyszała coś, co poruszyło ją na tyle mocno, że całkowicie przemieniła swoje życie. Wszyscy się z niej śmiali. Dotychczas była uważana za super dziewczynę i jedną z tych „rozchwytywanych” i „najpopularniejszych” w szkole. A tu takie coś. Nie potrafiła tego, co się wydarzyło, racjonalnie wytłumaczyć – To było silniejsze – mówiła. W zakonie jest już 8 lat i jest fantastyczną siostrą.

Jak to wytłumaczyć? Kiedy czytałam Biblię, podobna rzecz działa się ze mną. Nie mogłam zaprzeczyć, że jej czytanie nie było mi obojętne. Czasem miałam wrażenie że konkretny fragment jest właśnie do mnie i odpowiada ma moje dzisiejsze pytania. Coraz częściej znajdowałam w nim odpowiedzi na swoje życie. Serce się uspokajało. Znalazłam wspaniałego przyjaciela.

Podobna metanoja przydarzyła się także mojemu mężowi. Kiedy jeszcze był punkiem mocno żyjącym ideą subkultury, przyjaźnił się z pewnym metalowcem, a metalowcy byli niekiedy uważani za satanistów. Kolega ów chcąc przekonać męża o tym, jaki to Kościół i religia są złe, zasugerował mu przeczytanie Pisma Świętego. Dość przedziwna propozycja przekonania się na własne oczy, jak dalece rozbieżna jest teoria od praktyki. Ponieważ mój kochany mąż zawsze chciał dotrzeć do prawdy, skorzystał z podpowiedzi i zaczął czytać. Nic złego tam nie znalazł, a to co znalazł, przemieniło go całkowicie. Zaangażował się w lekturę bardzo mocno. W Biblii odnalazł to, za czym tęsknił, a do tej pory nic nie było w stanie tej tęsknoty wypełnić. Ideał życia na tyle pociągający, by za nim pójść. Któregoś dnia zostawił wszystko, pracę, dom rodzinny i poszedł za zaproszeniem do czegoś więcej.

Ja nie przeżyłam aż tak nagłej przemiany. Choć moja historia rozpoczyna się podobnym doświadczaniem (przeczytasz o tym w Odważyłam się i poszłam.), to jak na nią patrzę w całości, składa się bardziej z etapów ubranych w ramy dość rozciągnięte w czasie. Każdy rok to kolejne kroki. Powolne przemiany i szlifowanie serca. Wszystko po to, by doprowadzić mnie do punktu, w którym nie mogłam już uciec, a musiałam zaufać całkowicie. Widocznie inaczej nie mogłabym przejść tego procesu, jak tylko odpowiednio dopasowanymi do mnie krokami. Na tyle małymi, by nie zrezygnować i dać radę, a na tyle dużymi by ciągle chcieć iść nie poddając się. Świetnie pisał o tym Augustyn. 

W tamtym czasie większość zimowych dni spędziłam w piwniczce z małym oknem, prasując stosy świeżutkiego prania. Wiosenne słońce sprawiało, że było tak coraz przyjemniej i nawet dotąd straszące wilgocią ściany nabierały bardziej przyjaznego wyglądu. Na samą myśl o zbliżających się zmianach dostawałam gęsiej skórki. Już nie długo miałyśmy przymierzać sukienki do nowicjatu i pisać podanie z prośbą o przyjęcie, na dalszy szczebel formacji. Zanim jednak miało to nastąpić czekały nas liczne wyjazdy. Każda siostra jechała na inną placówkę – do innego domu zgromadzenia, by poznać obowiązki i życie w innych miejscach. Rekolekcje z którymi objeżdżałyśmy prawie cala Polskę stawały się okazją do ujawnienia naszych talentów i twórczego ich wykorzystania. Największą frajdą było dla mnie wówczas branie udziału w organizowanych przedstawieniach. Odgrywanie różnych scenek i wcielanie się w przeróżne postacie. Najbardziej wdzięczną widownię stanowiły dzieci. Kiedy widziałam ich szczere i pełne otwartości postawy, zdawało mi się, że świat jest cały taki. 

Powroty po takich wyjazdach zawsze były trudne. Kolejne zmiany, dostosowywanie się do nowych obowiązków i prac. Nieunikniona codzienność, która wymagała na nowo odnajdowania się w swoich wyborach i deklaracjach. 

Wiosna szybko przemieniła się w lato. Spędziłam je w malowniczej Jamnie – miejscu stworzonym przez Jana Górę . W czasie tego wyjazdu zrobiłam pewne postanowienie. Nie będę prosić o przyjęcie do nowicjatu, ale…poproszę o kolejny rok formacji podstawowej. Uważałam, że to rozsądne, skoro mam tak wiele pracy przed sobą, skoro chcę tu być, ale muszę tak bardzo się zmienić. Nie czułam się wystarczająco „dobra” do nowicjatu. Myślałam sobie, że może gdy zostanie wydłużony czas formacji, to będzie mi łatwiej.

Wysłałam zatem list z zupełnie inną prośbą niż wszystkie pozostałe siostry.

Gdy wróciłam do naszego domu, jeszcze tego samego dnia przyszły nasze sukienki. Ja byłam przekonana, że nie będę jej potrzebować. Nie chciałam jej przymierzać. Wtedy usłyszałam stanowczy głos siostry odpowiedzialnej za nasz dalszy los – ale ty też idziesz do nowicjatu. 

Wrzesień spędziłam już w całkowicie innym miejscu. I choć pośród drogich mi przyjaciółek, z tym samym zamiarem i nastawieniem w sercu, to losy każdej z nas potoczyły się zupełnie inaczej. Żadna z nas  – tak myślę- nie spodziewała się tego, gdzie rzuci ją życie – a ja najbardziej – ciągle bowiem byłam przekonana, że pomimo trudności, pozostanę tu na zawsze.

Miejsce, w którym mieszkałyśmy, było oddzielone od cywilizacji wielkimi polami. Do kościoła maszerowałyśmy kilka kilometrów. Wielka cisza w ciągu dnia, natomiast wieczorami bywało bardzo gwarno, zwłaszcza gdy któraś z sióstr miała imieniny. Robiłyśmy dla niej w tajemnicy najróżniejsze niespodzianki. A to napis na lusterku w łazience, czy kwiatek na talerzu, drobny upominek czy ręczna robótka. Wszelkie możliwe bzdurki, które ucieszą serce. Byłyśmy rodziną i poznając się, zżywałyśmy się ze sobą coraz bardziej.

Pewnego wieczoru odbyła się ta trudna rozmowa z siostrą odpowiedzialną za nowicjat. Powiedziała mi wprost – Madzia, ty nie masz powołania do zakonu. Wielki znak zapytania malował się na mojej twarzy, a jeszcze większe rozdarcie ogarniało moje serce. Czułam jak cała zaczynam drżeć. Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, co zrobić. Nastała krótka cisza, po której siostra delikatnie znów zaczęła mówić. – Oczywiście to ty podejmujesz decyzje. Słyszałam kiedyś, że nikt nie może tak powiedzieć, a jednak rozeznanie to ważna sprawa w zakonie. Skoro ona widzi coś czego nie widzę ja, to może to prawda. – Ale co ja mam teraz zrobić? – zapytałam – nie chcę wracać do domu, tu jest mój dom. Czułam się jakby ktoś wyrwał mi serce.  – Jutro będziesz miała „wolny” dzień na przemodlenie i przemyślenie sprawy, potem znów porozmawiamy – usłyszałam. Wyszłam tak oszołomiona, że od razu dostałam silnej migreny. Tej nocy nie mogłam spać. Modliłam się z całych sił o jakiś znak – cokolwiek, co mogłabym ogarnąć i zrozumieć. W tę noc w kaplicy była całonocna adoracja. Wymieniałyśmy się co godzinę. Postanowiłam sobie tak: jeśli zasnę – co w moim emocjonalnym stanie już wydawało mi się małym cudem – i obudzę się bez tego silnego bólu głowy – co raczej mi się nie zdarzało – to będzie to dla mnie poważne zaproszenie do zastanowienia się nad słowami siostry i rozpatrzenie powrotu do domu. Nawet przez myśl trudno mi to przechodziło. Tak postanowiłam i szybko…zasnęłam. Obudziłam się chwilę przed godzina, która był a wyznaczona dla mnie na adorację. Czułam się świetnie. Ból głowy minął niezauważony, a ja cała w skowronkach ruszyłam do kaplicy. Świadomie chciałam zapomnieć o swoim postanowieniu, bo skoro czuję się tak dobrze, to może będzie dobrze… Kiedy  stanęłam przed tabernakulum nie mogłam udawać, że nic się nie stało. Zamknęłam oczy: – Dobrze, jeśli Ty tak chcesz…ale wiesz, jakie to trudne.

Następnego dnia opowiedziałam siostrze mistrzyni o całej sytuacji, a ona uśmiechając się powiedziała, że jest to dla niej tym bardziej jasna sytuacja. Kolejnego dnia wcześnie rano wsiadłam w pociąg, który jadąc przez pół Polski miał mnie na powrót zawieźć do rodzinnego domu. Nie byłam szczęśliwa. Raczej złamana. Moje serce zostało tam, daleko i na wiele lat nie mogłam go odzyskać. Ukradziono mi je, a życie bez niego było bardzo trudne. Zanim odjechałam jedna z moich przyjaciółek przyniosła mi na kamyku zapisany cytat: „Wezwanie Boże i dary łaski są nieodwołalne” Rz 11, 29. Łzy zalewały mnie całą, a ja tylko ściskałam ten kamyk i w kółko czytałam słowa które otrzymałam dzień przed wyjazdem. Siostra, która mi je podarowała, nie wiedziała, że przy śniadaniu będzie o jedno nakrycie mniej.

c.d.n

A photo by Hartmut Tobies. unsplash.com/photos/O9TEKuI1Icw

Przeczytaj także:

Odejścia i powroty. Odcinek 2.

Odejścia i powroty. Odcinek 1.

Odważyłam się i poszłam.

Reklamy

32 thoughts on “Odejścia i powroty. Odcinek 3.

  1. Życie to ciągłe dokonywanie wyborów. Nigdy nie wiemy, która ścieżka będzie właściwa. Jeśli mamy cel, którego się trzymamy, to ścieżki mogą być różne, by do niego dotrzeć. Jeśli zmieniamy cel, to zadanie robi się trudniejsze. Ale nigdy nie należy się poddawać :)

    Polubione przez 1 osoba

    1. W każdym miejscu które wybierany na nasz dom czy prace, potrzebne są odpowiednie cechy osobowościowe – by być szczęśliwym. Rozeznanie jest wszędzie konieczne. Czasem my nie wiemy tego, co dostrzegają inni ludzie. W religijnym podejściu do powołania bierze sie jeszcze ten aspekt ” z góry”. Jesli jest autentyczne powołanie do zycia np.zakonnego to przetrwa wiele, ale wymaga tez ogromnego samozaparcia.

      Polubienie

      1. Pięknie powiedziane Madziu. Też uważam, że powołanie do zakonu to trudna droga i jeśli nie jesteśmy właściwą osobą szansa że tam się spełnimy są bardzo małe.

        Polubione przez 1 osoba

      1. ach Ty wrażliwcu :)
        zaciekawiło mnie, że Ty chciałaś rok formacji podstawowej a siostra przełożona jednak zdecydowała że masz iść do nowicjatu. Myślę że to wielka odpowiedzialność, takie decyzje ale z pewnością są one zawsze omodlone, bo skąd samemu wiedzieć co zdecydować?
        Moja ciocia tez wstąpiła do zakonu, ale powiedzieli jej, że się nie nadaje. Wyszła więc za mąż, miała dzieci i jej córka potem powtórzyła jej historię – poszła do zakonu i też po jakimś czasie stwierdzili, że jednak jej tam nie widzą i najwyraźniej ma do czego innego powołanie.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Każda historia jest inna. Później słyszałam że nie powinno się podejmować decyzji jedynie nakierunkować, dużo rozmawiać. Na przełożonych spoczywa duża odpowiedzialność. Z jednej strony troska o kandydata z drugiej o zakon. Ale powiem, że jak sie patrzy na podobne historie wyłącznie po ludzku, to wydają się niesprawiedliwe. Jednak kto wie jaka korzyść prawdziwa z takich doświadczeń. Po Bożemu wszystko ma sens.

        Polubienie

  2. Wiesz co najbardziej uwielbiam w Twoich postach? To, że są długie, szczere i z sensem. Kiedy czasem czytam nie które blogi jestem załąmana jaką treść wypuszczają do przeczytania. Może sama nie jestem idealna ale staram się bardzo. A niektórzy mam wrażenie, że marzą tylko o zarabianiu i bycie ,,sławnym” blogerem a nie na tym rzecz polega. Kiedy piszesz od serca inni aż czekają na Twoje posty. Przykładem jestem ja i moja siostra gdzie co jakiś czas wchodzę na Twojego FB i wypatruję nowego wpisu.
    jestem zauroczona tym wpisem jak i każdym. Przygoda w Zakonie bardzo mi się podoba.
    Ściskam mocno. :)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s