Miłość. Niepoważna. Przyciasna. Zakazana.

Kto nie był zakochany?  Czy jest ktoś taki?
Zakochanie trwa i przemija. Przychodzi znienacka, jak niezapowiedziany gość do naszego domu i robi wiele zamieszania. Czasem tylko trochę poprzestawia naszą codzienność, często bywa jednak, że zatrzymuje się na dłużej.  Zaczyna w nas zapuszczać korzenie i w końcu zostaje na zawsze.

Zakochanie działa w nas jak program testujący. Bada nasze „umiejętności” w relacji do płci przeciwnej. Lub co gorsza, demaskuje ich brak.  Pokazuje nam wyretuszowaną wersję  otaczającego nas świata i nas  przedstawia dziwnie pozmienianych. Wszystko staje się nie do poznania –  aż chce się żyć. Nagle okazuje się, że otrzymaliśmy gratisy, gdy ten ów „program” się samoistnie instalował. Zależą one od odbiorcy i bywają przedziwne. U mnie ujawniały się w  postaci rumieńców, gdy całowano z zaskoczenia, lub nagłymi zdolnościami kulinarnymi, zawsze w powiązaniu z wilczym apetytem. Bywało nawet, że nabywałam cech uprzejmego odpowiadania i słuchania przydługich historii z życia, a nie rzadko zaczynały mnie wzruszać przygłupie komedie romantyczne. Moje zainteresowania były wszechstronne i okazywałam się znawca wszystkiego, a poziom manier wybitnie się poprawiał.

No tak… Przynajmniej z początku. A potem nagle trach i coś się zawiesiło.
Po utraconej miłości dochodzimy do siebie w swoim tempie, albo wprost proporcjonalnie do jakości utraconego. Rozważamy, zastanawiamy się, szukamy przyczyn. Czasem, po prostu przestały nas śmieszyć te same rzeczy, albo skończyły się tematy do rozmów. Coś się wyczerpało. Nie mieliśmy w sobie wystarczająco siły, by ruszyć dalej razem.  To koniec. Ale ten koniec, to stan przejściowy. Koniec, rozpoczynający nowość. Koniec, o nazwie „nowy początek”. Aż do momentu, gdy serce znów da się porwać temu niepoprawnie pokolorowanemu światu.

Doświadczenia bywają różne. Ciekawe, że często w aurze wakacyjnej. Czy to słońce tak grzeje, czy dieta lekkostrawna – no nie wiem – ale statystycznie większość „zakochań” przypada na lato. Bez względu jednak na porę roku, wszystkie nasze zakochania są wyjątkowe i piękne – choć bywa, że trudne. Są szkołą, przygotowującą nas do prawdziwej miłości. Uczą nas naszych reakcji na stres (ów pocałunek znienacka, czy oczekiwanie na randkę, nie wspominając o spływającym makijażu, gdy rozpadał się deszcz…). Uczą tego, jak mogą reagować inni (chodzi o mężczyzn, bo zaprawdę są inni !),  na nasze – zdawałoby się – tak normalne zachowania. No i co najważniejsze, odpowiadamy sobie – czego chcemy w życiu. Poznajemy siebie bardziej. Wiele jest korzyści z bycia ustrzelonym strzałą kupidyna. I miłości, nawet tej najmniejszej – co się może okazać dopiero po fakcie – nie ma co lekceważyć ! Jest ona jak klucz, do tego wszystkiego, co w nas. Czy nie zastanawiasz się dlaczego wtedy zmienia się tak wiele? Nagle odsłaniamy to, co ukrywaliśmy, a zaczynamy ukrywać coś zupełnie innego. Te małe zakochania wiodą do środka, gdzie schowaliśmy siebie i wydobywają na zewnątrz. Po wstępnym onieśmieleniu i zachłyśnięciu, że ktoś nas znalazł w tłumie, jakby się chciało krzyczeć  – „nareszcie mogę być sobą, ponieważ Ty takim mnie chcesz”! Nawet, jeśli na początku nie jesteśmy sobą, to długo nie da się udawać. Albo zaczniesz być prawdziwy, albo prawda sama wyjdzie. I wtedy, albo runie ułuda, albo fundament zostanie położony pod coś więcej.

Te pierwsze, te miłości przeróżne, te westchnienia wakacyjne, to preludium do jednej wielkiej fali, która kiedyś nas porwie i już nie odda. Mogą stać się drogą prowadzącą do największych tajemnic. Odkrywania dalekich myśli. Nieodkrytych pokładów dobra w nas. Siłą motywującą do zdobywania tego, co niemożliwe. Pasją ukierunkowującą na więcej – na miłość prawdziwą, która jest jak bezkres uczuć, wydarzeń i myśli scalonych już w jeden nurt.

Moja przygoda rozpoczyna się dość wcześnie. W przedszkolu znalazłam swojego pierwszego wielbiciela. Naszym ulubionym zajęciem było przesiadywanie obok siebie i milczenie.       Po prostu wyższy poziom uczuć. Rozumieliśmy się bez słów. Wszystko zostało zburzone, kiedy nakryto nas na łapaniu się za ręce. O zgrozo ! Doniesiono rodzicom i ta pierwsza miłość została brutalnie przerwana, przez dorosłych. Był  śmiech, z tych naszych niepoważnych wygłupów, spojrzenia jakby współczujące  – bo to taka  niepoważna miłość. Zbyt mała i niewinna by mogła przetrwać … Jak łatwo zawalić świat małemu dziecku. Niepotrzebne poczucie winy, że serce zadrżało. Wstyd, jakby zrobiło się coś zasługującego na karę. Radość z poznawania czegoś nowego, przemieniła się w łzy i zamknięcie. Sentyment pozostał jeszcze długo. Gdy spotkaliśmy się po latach, znów uśmiechaliśmy się do siebie bez słów.

Potem rozpoczęła się szkoła. Uroczyste otwarcie  roku. Wszyscy wyglądali elegancko, jak przystało. Białe koszule, zaplecione warkocze ze wstążkami. Nowe buty i podkolanówki.     Z szeregu występuje pewien chłopak. Patrzę na niego i nagle grom ! Zobaczyłam go i utonęłam. Tym swoim zachwytem chyba przyciągnęłam jego wzrok. Spojrzał na mnie i poczułam, że już wie, i  że jego serce zabiło tak samo mocno. Miłość od pierwszego wejrzenia. Podarowana niesamowita siła. Jakby nagle zajaśniało. To on. To ona. Jak dzisiaj o tym myślę, to uśmiecham się, ponieważ  byliśmy takimi dziećmi. A jednak, wspomnienie siły tego uczucia może zadziwiać. Przez kolejne cztery lata byliśmy parą. Wspólny czas, to była codzienność. Wszędzie chodziliśmy razem. Razem też spędzaliśmy  wakacje. Byliśmy nierozłączni. Do czasu kiedy się przeprowadził. Wtedy coś zaczęło pękać.  Rozłąka nie służy miłości. On był starszy i miał już swój świat. Ja świetnie radziłam sobie bez niego i pochłaniały mnie moje pasje. Oboje wkraczaliśmy w okres dojrzewania. Okazało się, że jest inny świat poza nami. Zaczynałam się jakoś dusić w tej relacji. Czułam, że mnie nie rozumie i chciałam wolności. To, że mieszkaliśmy daleko od siebie, tylko przypieczętowało nasze rozstanie. Otrzymałam, co chciałam i  nie żałowałam. Co kilka lat mieliśmy ze sobą kontakt. W jego oczach pozostawałam zawsze kimś lepszym niż on. Taka idealna – nie dla niego. Zakochany był dłużej niż ja. Niestety. Mi serce jakoś zgasło. Wchodziłam w czas, w którym nie chciałam nikogo. Wszystko odbierałam jako ograniczenie. W ciaśniejszych relacjach było mi źle. Ciągle pragnęłam wolności, przestrzeni, i zawsze było mi za mało.

Co jakiś czas miłość próbowała wedrzeć się do mojego życia. Zakochany chłopak z wakacji, zauroczony kolega ze szkoły. Odrzucałam ich, ale nie wiedziałam jak to zrobić, by przestali chcieć. Zbyt mało miałam w sobie odwagi, by powiedzieć prosto w oczy. Zbyt mało empatii, by ich zrozumieć. Chowałam się gdzieś bardzo głęboko w swoim świecie i nie chciałam, by mi ktoś burzył tą namiastkę szczęścia, które szczęściem nie było. Ciągle się bałam że coś mi zabiorą, że stracę, jeśli pokocham. Kiedy pojawił się szczególnie wytrwały, nie dawał za wygrana i był cierpliwie natarczywy, poszukałam jedynego mi znanego sposobu. Zniechęcenia. Zraniłam go, by już nie chciał. Stałam się kimś, kim nie chciałam być tylko po to, by zniechęcić do siebie. By w moim odczuciu – bronić siebie. Odrzucenie jednak boli bardzo. To jak postąpiłam, zrozumiałam dopiero wtedy, gdy sama doświadczyłam odrzucenia. Skoncentrowana na sobie, chciałam realizować swój plan i swoją swobodę. Miłość przyciasna. Albo raczej moje serce do niej nie pasowało. Było za ciasne. Pocieszające jest to, że dziś ma żonę i jest szczęśliwy. Doszedł do siebie szybciej niż ja. Mój czyn był w skutkach bardziej niszczący dla mojego serca, niż dla jego wiary w odnalezienie prawdziwej miłości.
Owszem, pojawiły się w między czasie drobne zauroczenia, jednak były one bardziej kolorytem wakacji, niż czymś więcej.
Samotność zaczynała mi się podobać. Nic mnie nie ograniczało. Jednocześnie zazdrościłam  powodzenia innym, u mnie jakoś tak nic się nie działo. Nie było to pragnienie miłości,           a jedynie zaspokojenie swojego ego.

Wtedy poznałam pewnego studenta. Wysoki. Niebieskie oczy. Łagodne spojrzenie. Rozmawialiśmy godzinami. Czas nam upływał, a my nie nudziliśmy się. Wspólne spotkania ze znajomymi. Studenckie wypady. Muzykowanie i sama radość. Był jeden tylko problem.   On był w seminarium. A ja ciągle miałam nadzieję. Po dwóch latach przyjaźni, musieliśmy przeprowadzić tę rozmowę. Jak dorośli. Otwarcie. Bez bawełny. Nie było łatwo. Rozmawialiśmy długo. Na koniec przytuliliśmy się i każdy poszedł w swoja stronę. Dzisiaj jest świetnym księdzem. Jednym z tych – jak to się mówi – z powołania. To było trudne. Pomimo iż wiedziałam, że on jest raczej z tych zdeklarowanych, to nie mogłam zapomnieć, albo nie chciałam. Czasem pielęgnujemy złudzenia, bo są namiastką świata, którego pragniemy. Ja pielęgnowałam i nie chciałam zrezygnować. Byłam poważnie zakochana. Męczyłam się strasznie. Po tej rozmowie, ulżyło mi. Przestałam się mamić. Jakie to było potrzebne. Tak pogadać o swoich uczuciach, o oczekiwaniach, pragnieniach. Wyrazić je i już dłużej nie ściskać tego w sobie. Tak, pojawiły się łzy, ale były raczej tym uwalniającym strumieniem. W rozmowie usłyszałam od niego takie słowa: „Pan Bóg powiedział – nie kradnij – a ja pragnę Go słuchać. Twoje serce do kogoś już należy i zawłaszczanie go, byłoby okradaniem nie tylko Boga ale i tej osoby„. Wtedy za bardzo w to nie wierzyłam. Miałam wrażenie, że nie będę potrafiła  nikogo pokochać tak prawdziwie. Słowa te odbijały się o kanty mojego serca, szlifowały, kruszyły.  Nie sądziłam, że się spełnią. Już należę do kogoś – nie wiedziałam tylko jeszcze do kogo…

Zakochanie. Zauroczenie. Ciągle tęsknota. Czemu to służy?
A może człowiek ma w sobie tak potężna przestrzeń, że nic tego nie wypełni? I dlatego tak szuka, tak tęskni, tak chce. Kiedy przychodzi ta prawdziwa i jedyna miłość, wszystko wobec niej blednie. Staje się śmieszne i małe. Takie nieistotne, bo teraz jest ONA. Jak ją rozpoznać? Jak się nie pomylić? Czy można przejść obok nie zauważywszy jej?

Moja mnie odnalazła sama. Pośród nocy, gdy wcale jej nie szukałam. Ukradła mi serce i już nie oddała. Zawładnęła mną  i trwa. I choć świat jest taki sam, to mnie przemieniła całkowicie.

Ale to już całkiem inna historia.

Reklamy

35 thoughts on “Miłość. Niepoważna. Przyciasna. Zakazana.

  1. Jestem właśnie na tym etapie:

    „Mi serce jakoś zgasło. Wchodziłam w czas, w którym nie chciałam nikogo. Wszystko odbierałam jako ograniczenie. W ciaśniejszych relacjach było mi źle. Ciągle pragnęłam wolności, przestrzeni, i zawsze było mi za mało.

    Co jakiś czas miłość próbowała wedrzeć się do mojego życia. Zakochany chłopak z wakacji, zauroczony kolega ze szkoły. Odrzucałam ich, ale nie wiedziałam jak to zrobić, by przestali chcieć. Zbyt mało miałam w sobie odwagi, by powiedzieć prosto w oczy. Zbyt mało empatii, by ich zrozumieć. Chowałam się gdzieś bardzo głęboko w swoim świecie i nie chciałam, by mi ktoś burzył tą namiastkę szczęścia, które szczęściem nie było. Ciągle się bałam że coś mi zabiorą, że stracę, jeśli pokocham. Kiedy pojawił się szczególnie wytrwały, nie dawał za wygrana i był cierpliwie natarczywy, poszukałam jedynego mi znanego sposobu. Zniechęcenia. Zraniłam go, by już nie chciał. Stałam się kimś, kim nie chciałam być tylko po to, by zniechęcić do siebie. By w moim odczuciu – bronić siebie. Odrzucenie jednak boli bardzo. To jak postąpiłam, zrozumiałam dopiero wtedy, gdy sama doświadczyłam odrzucenia. Skoncentrowana na sobie, chciałam realizować swój plan i swoją swobodę. Miłość przyciasna. Albo raczej moje serce do niej nie pasowało. Było za ciasne. Pocieszające jest to, że dziś ma żonę i jest szczęśliwy. Doszedł do siebie szybciej niż ja. Mój czyn był w skutkach bardziej niszczący dla mojego serca, niż dla jego wiary w odnalezienie prawdziwej miłości.
    Owszem, pojawiły się w między czasie drobne zauroczenia, jednak były one bardziej kolorytem wakacji, niż czymś więcej.
    Samotność zaczynała mi się podobać. Nic mnie nie ograniczało. Jednocześnie zazdrościłam powodzenia innym, u mnie jakoś tak nic się nie działo. Nie było to pragnienie miłości, a jedynie zaspokojenie swojego ego.”

    Idealnie opisałaś to co czuję i co dzieje się w moim życiu!

    Czy mogę to jakoś zmienić? Nie chcę dłużej być w tym stanie!!! :(

    Samotność i wolność uwielbiam, ale z drugiej strony uwierają mnie… To moje błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie… Jestem w ciągłym rozdarciu, zawieszeniu…

    Nieznośne uczucie…

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Droga Izabello. Długo myślałam nad tym co mogę Tobie odpisać. Trudno radzić, nie każdy też lubi radzenie. Jednak myślę że nie o radę chodzi lecz o jakiś sposób na życie, które nie do
      jest takim, jakim chcemy je mieć… To trudne ponieważ przychodzą różne doświadczenia i nie na wszystko jesteśmy przygotowani.
      Samotność nie zawsze jest wyborem. Czasem tak się dzieje. Warto jednak zrobić sobie rachunek – czego my od siebie i życia na prawdę pragniemy. Gdzie chcielibyśmy być za kulka lat…moze z i z kim?
      Moja historia wymyka sie wielu schematom i prawidłowością. Pewnego dnia poprostu miłość sama mnie odnalazła. Dlaczego tak późno? Moze potrzebowałam tak bardzo zmiany i zrobienia w sobie miejsca na nią. Moze wcześnie nie zmieściłaby się w ciasnym sercu? Nie wie. Ale wiem, że na siłę nic nie trzeba robić. To co jest potrzebne to otwartość, przyglądanie się sobie i relacjom. Poszukiwanie prawdy i uczciwość a prawdziwa miłość rozpozna Cię i przyjdzie niespodziewanie.

      Polubione przez 1 osoba

      1. ładnie napisałaś, zwłaszcza to o zbyt ciasnym sercu.
        Ktoś powiedział i ja się z tym zgadzam, prawdziwa miłość przychodzi, kiedy jesteśmy na nią gotowi…

        Polubione przez 1 osoba

      2. Dziękuję Ci Magda za odpowiedź! Tak bardzo bym chciała, aby pewnego dnia i mnie miłość odnalazła… I żeby nie byłó za późno na założenie rodziny, dzieci, cieszenie się długimi wspólnymi latami szczęścia :) To jest naprawdę przedziwne, obserwuję siebie i staram się zrozumieć skąd u mnie takie sprzeczności – z jednej strony czuję, że moim powołaniem jest współtworzenie rodziny, czuje ze wtedy bylabym w pelni szczesliwa a z drugiej tak jak mowisz chyba mam zbyt ciasne serce :( nie wiem jak temu zaradzić… Jak zrobić miejsce w moim sercu? uważam się za osobe z duzym stopniem samoswiadomosci, czesto zaglebiam sie w swoje uczucia emocje, obserwuje swoje pragnienia, ale na to pytanie znalezc odpowiedzi nie umiem! Jeszcze wierze ze ta milosc przyjdzie, ale z drugiej strony przerazajace jest to ze czuje ze ta wiara z kazdym dniem jest coraz slabsza :(

        Polubione przez 1 osoba

      3. Droga moja 😊 co do sprzeczności w człowieku… To takie ludzkie. Pragniemy często wielu różnych spraw. Pociąga nas jedno i drugie, stad zawsze szukano rady, pomocy, kierunku u innych osób. Moze mądrzejszych a moze tylko dlatego ze więcej doświadczyli badz patrzą na nas z dystansu. Św. Ignacy który był fantastyczny psychologiem i mistrzem duchowym pisał o tym jak umiejętnie rozeznawać. Kiedy np. nie wiesz co wybrac a jedno i drugie wydaje się Tobie dobre. Rozważ co jej WIĘKSZYM DOBREM DLA CIEBIE. Ale takim na prawdę… Nie wiem czy wierzysz w Boga. Dla mnie bowiem właśnie w takim momencie gdy nie wiedziałam jak co zrobić, jak zyc, jak ufać pomogło mi to spotkanie Go na swojej drodze. Nie było lekko i wcale niw bez buntu. Z czasem jednak zaczynałam rozumieć i doświadczać że serce człowieka to może przemienić tylko On. Jak? Hmm…no ma skuteczne metody na każdego. Czasem to trudne doświadczenie swojej słabości, samotność, zmaganie z codziennością ale po to by zawołać do Niego. Sami możemy zmieniać nasze ciało, wpływać na rozwój intelektualny ale serce i to duchowe w nas- tu potrzebujemy pomocy.

        Lubię to

      4. Magda, dziękuję Ci za te słowa :) Wierzę w Boga i wierzę, że On przemieni moje serce :) Modlę się o to! I czekam, choć to czekanie jest trudne… Ale nikt nie mówił że będzie łatwo :P Moje serce zdecydowanie potrzebuje pomocy bo jest rozdarte aktualnie.

        Pozdrawiam Cię ciepło!

        Polubione przez 1 osoba

      5. W takim razie dołączam sie do Twoich modlitw i juz noszę w sercu❤ a z Bogiem zawsze warto choć swiat i życie i często równie i my sami Mu nie ułatwiamy ;)

        Lubię to

    1. Jest to trudne pytanie, ponieważ zależy o jaką samotność pytasz. Czy samotność nie posiadania chłopaka/ męża, czy samotność od znajomych ( bycie samotnikiem), czy samotność, kiedy tęskno za mamą, gdy jej potrzebowałam. Kazdej doświadczyłam wraz samotnością wewnętrzną. Daj znać, a tym pytaniem zmobilizowałaś mnie, to o samej samotności jeszcze napiszę.

      Lubię to

    2. Ale chyba wiem, o co pytasz. Kiedy długo się jest samemu, a okoliczności życiowe jeszcze „pomagają” w tym, to zaczynasz utwierdzać się w przekonaniu, że chyba „tak juz musi być”. Po czasie szarpaniny z losem, przyjmujesz go, bo widzisz, że nie przymusisz go do bycia tobie przychylnym. Smutek i pewna zgoda powodują, że jest znośna – samotność. A czas zaciera pamięć, jak było kiedyś. Z czasem przychodzi dystans i brak zniecierpliwienia do siebie. Porzucasz żal, obwinianie, zazdrość. Kiedy wybierasz taką wolność, serce inaczej zaczyna funkcjonować. Z nastawienia na branie, szukanie – na cieszenie się tym, co mam i co jest.

      Polubione przez 1 osoba

      1. o tak, samotność to ciekawy temat. Ja myślę, że najgorsza jest samotność w tłumie, pośród ludzi. Dlatego wolę pobyć sama niż się męczyć z kimś kto mnie nie rozumie i mnie denerwuje a ja pewnie jego. Myślę sobie zawsze że jak się wplączę w coś przypadkowego, to potem np spotkam kogoś idealnie pasującego i co? będę zajęta a wyplątywanie łatwe nie jest. Ja po prostu nie potrafię udawać czy dopasowywać się na siłę.
        Mam nadzieje pewnego dnia na taką bliskość która nie rani. Wiadomo, że lekko nie będzie, bo bliskość damsko-męska nie jest łatwa, różnimy się między sobą, mamy inne temperamenty, osobowości, zostaliśmy inaczej wychowani, ukształtowały nas różne doświadczenia. Zawsze bym chciała żeby mój facet był moim najlepszym przyjacielem, kimś z kim będę mogła o wszystkim porozmawiać, że nie będzie miedzy nami niedomówień, udawania tematów tabu. Myślę, że to jest możliwe.
        Szukałam swego czasu jakichś dobrych inspiracji, drogowskazu, bo trzeba mieć zawsze jakieś dobre wzorce, żeby z nich czerpać. Podobała mi się taka książka Nieporadnik małżeński (to nie Szymon Majewski a Jerzy Grzybowski). Pewne małżeństwo stworzyło całą teorię jak prowadzić dialog. I w książce dzielą się swoim wieloletnim doświadczeniem, swoimi problemami i jak je rozwiązywali. Nie ma tam w ogóle oceniania drugiego człowieka, tylko próba zrozumienia, takie spojrzenie pełne miłości. A więc można :)
        A w trudnych chwilach kiedy czujemy się źle mogą nas zawsze wspierać przyjaciele :)

        Polubione przez 1 osoba

    1. Miłość się zmienia. Ten pierwszy czas, który jest pełen emocji i kolorów ewoluuje. Jeśli pozwolimy na ta zmianę, to możemy zacząć budować już nie na emocjach ale na decyzji „tak chce z Tobą …”. To własnie dojrzała i prawdziwa miłość. wybierać ciągle na nowo. Nauka jej często zajmuje nam całe życie.

      Polubione przez 1 osoba

      1. o jak to pięknie ujęłaś :) zgadzam się w całej rozciągłości i przychodzi mi na myśl tekst często drukowany na życzeniach z okazji ślubu: „Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść przez całe życie”. Ale zgadzam się, że pierwszym krokiem do tego jest decyzja: Tak, chcę.

        Polubione przez 2 ludzi

  2. Nie wyobrażam sobie życia bez miłość… Ale już ją znalazłam, a właściwie wspólnie się odnaleźliśmy w najmniej spodziewanym momencie. Mimo to, nie żałuje jednak starych i dziecięcych miłostek – zawsze to jakieś barwne lub mniej wspomnienia. Ale wspomnienia.

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Bardzo fajny ten blog o uczuciach i ciekawie piszesz – tak szczerze, a to rzadkość w dzisiejszych czasach :) Popadłam w zadumę jak to właściwie jest, a zwłaszcza do myślenia dał mi ten kawałek o ucieczce przed miłością. Tak chyba często jest, że są dwie osoby i jedno ucieka, a drugie goni, ale dogonić się jakoś nie mogą, jak w tej bajce o czapli i żurawiu. Opisałaś problem od strony uciekającego, to dla mnie interesujące, bo ja częściej gonię i nie mogę pojąć tego co ucieka :) Być może uciekający nie rozumieją, że gonimy ich DLATEGO że uciekają a nie na odwrót:) i że jak przestaną uciekać to my przestaniemy ich tak gorączkowo gonić ;)

    Ale zastanawiam się, czego tak właściwie się bałaś, że odtrącałaś miłość? bo mam wrażenie że z powodu jakichś niejasnych, niesprecyzowanych obaw, a z takimi mglistymi lękami nie da się walczyć. Ten Twój nieszczęsny wielbiciel też pewnie nie miał pojęcia o co chodzi, a może gdybyś powiedziała okazałby Ci wsparcie, albo np okazałoby się że on sam też się boi zdominowania – ale przez Ciebie :)
    A szkoda nieraz są tak dobrze zapowiadające się pary i nic z tego nie wychodzi…

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Dziękuję Ci za ten komentarz.
      To bardziej skomplikowane, niż można to było krótko opisać. Pewnie wrócę do tego jeszcze, bo to co mnie hamowało wtedy,odkrywałam z czasem.
      Zapraszam i Ciebie do tej wędrówki. 😊

      Polubione przez 1 osoba

  4. Mi pisana była inna historia…Wyrosłam w domu bez miłości i bardzo jej pragnęłam. Nie wierzyłam jednak, że może mnie spotkać w życiu coś dobrego. Gdyby 11 lat temu ktoś mi powiedział, że ten kolega z kółka teatralnego będzie ojcem mojego dziecka, moim sercem, moją duszą, moim życiem – nie uwierzyłabym. Nikt nie dawał nam szans. Wszyscy mówili, że to przeminie, ze pierwsze miłości szybko się kończą. My mamy na to odmienne zdanie. Kochamy się każdego dnia bardziej. Pomimo wszystko. Wbrew wszystkiemu i wszystkim.

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Ja byłam zauroczona w jednym chłopaku przez 5 lat, od czwartej podstawówki. On mnie nie zauważał, jak to w gimnazjum do tydzień podobał mi się inny chłopak ;), aż w końcu poznałam mojego męża, wtedy kiedy było mi już obojętne czy ktoś na mnie zwróci uwagę ;) i wszystko się wywróciło do góry nogami. Za kilka dni mija 10 lat jak się poznaliśmy, taka nasza okrągła rocznica w końcu :) jesteśmy dwa lata po ślubie,a bywało różnie, jak to w związku. Nie ma związków idealnych bo nie ma idealnych ludzi. Ale warto starać się o siebie każdego dnia.

    Polubione przez 2 ludzi

  6. Jakże bliskie mi Twe poszukiwania Miłości. Socjologowie mądrzą się, że to niemożliwe … Doświadczyłam zakochania w zerówce, chłopcy interesowali mnie od młodego wieku, trafiłam na miłość od pierwszego spojrzenia, przeszłam też etap odrzucania tych prawdziwie kochających, jak i w miłości z poczucia lęku widziałam ograniczenie. Jedno spotkanie wystarczyło, aby wypełnić tą tęsknotę, usunąć lęk, wypełnić po brzegi … ;-) pozdrawiam i czytam z zapałem kolejne wpisy!!!!

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s