Poznając swoje korzenie odnajdziesz siebie.

W pewnej lokalnej gazecie umieszczono wiadomość, że potężne drzewo niespodziewanie zwaliło się na ziemię. W krajobrazie tamtejszego osiedla istniało od wielu lat. Mieszkańcy słyszeli w nocy wielki huk i najbardziej zaciekawieni wybiegli na ulice. Nie mogli uwierzyć, jak to się stało, że drzewo tak wielkie runęło bez powodu. Ten brak powodu okazał się być brakiem korzeni. Tak, drzewo zawaliło się ponieważ ktoś, wraz z modernizacja osiedlowego chodnika, pozbawił je korzeni. Umierająca roślina upadając,  zniszczyła przy okazji kilka samochodów zaparkowanych pod nią. Ucierpiało nie tylko samo drzewo, ale również jego otoczenie. Jak się okazało,  korzenie są dość potrzebne by żyć

To wydarzenie zatrzymuje mnie nad pewną sprawą. Jak to jest, że wiele adoptowanych dzieci, choć bardzo szczęśliwych w swoich nowych rodzinach, pragnie poznać swoich biologicznych rodziców. Często podejmują takie próby pomimo wielkich przeciwności, czy to już  w wieku pełnoletnim czy przed jakimiś ważnymi wydarzeniami w swoim życiu. Jakby nie mogli rozpocząć czegoś nowego, nie zakończywszy wpierw  poznawania swojej przeszłości. To poznanie zdaje się być konieczne, by dalej żyć swoim życiem. Ośmielę się stwierdzić, że człowiek podobnie jak to drzewo, pozbawiony swoich  korzeni nie może lub nie potrafi żyć w pełni. Nie jest zdolny do tego, by w  pełni wzrosnąć i się rozwinąć.  Nie mówię, że wcale, jednak poznając swoje korzenie, dowiadujemy się kim jesteśmy. Dopiero znając swoja przeszłość, możemy odważnie ruszyć ku przyszłości.
Czy nie jestem adoptowana ? – to pytanie często mnie nurtowało, gdy byłam mała. Zadawałam je mamie, ale oczywiście zaprzeczała. Skąd ono się mogło pojawić? Myślę że z niewiedzy i milczenia dorosłych. Milczenie powoduje domysły, które mogą doprowadzić do najdziwniejszych wyobrażeń i pomysłów. Kiedy pierwszy raz – jak pamiętam – zadałam pytanie – a gdzie jest tata? – mama była bardzo zaskoczona. Mogłam mieć wtedy cztery lata. Moje pytanie było poprzedzone wcześniejszym wydarzeniem. Byłyśmy na spacerze, a ja widząc spacerującą rodzinkę, zapytałam, kim jest ten „ktoś” obok tej pani i dziecka. To był czyjś tata. Tata, tata…krążyło mi po głowie. Kto to jest i o co chodzi  i dlaczego u nas nie ma jakiegoś taty?? Co mogła innego odpowiedzieć, nie wiem…ale powiedziała, że jest daleko i wyjechał.
Wyjechał i jest daleko…to musiało wystarczyć  i na kilka lat wystarczyło. Tak się przynajmniej mamie wydawało. We mnie natomiast odbijały się echem te słowa. Wyjechał. Jest daleko. Z tej niewiedzy wyobrażałam sobie najróżniejsze rzeczy i wersje wydarzeń. Że może nie wie gdzie mieszkamy. Może nie wie, że jestem. Może ma taką niebezpieczna prace, że nie może przyjechać. Myślałam wiele, ciągle milcząc. Bo co może takie dziecko innego. Jednak pytanie powracało co kilka lat. I choć odpowiedź zawsze była taka sama, to moje myślenie się zmieniało. Przyznam, że nie były to podstawowe rozważania, które krążyły mi po głowie kiedy dorastałam, jednak na tyle ważne, że nie mogłam z nich zrezygnować. Z biegiem lat napięcie we mnie się wzmagało. Nalegałam, ale nikt nie chciał mi udzielić żadnej informacji. Tabu, które powodowało nieufność i zrywanie relacji tak kluczowej i podstawowej.
Nie tęskniłam za moim ojcem. Tak mi się wydawało, bo jak można tęsknic za czymś, czego się nie zna? Był on raczej we mnie pustą nienapełnioną przestrzenią. Daleki, obcy, nieznany. Rzeczywistość niepoznana, nie powinna mieć wpływu na mnie, a jednak kiedy jako dziecko dowiedziałam się, że modlitwa Ojcze Nasz jest skierowana do Boga Ojca, to przestałam się nią modlić. Skrycie jednak  marzyłam o silnych męskich dłoniach, które pogłaszczą mnie po twarzy. O ramionach, które podniosą wysoko i się nie zmęczą. O głosie stanowczym, a jednak kochającym. Kimś kto by powiedział – kocham. O Kimś innym niż tylko mama.

Gdy pod sercem kobiety poczyna się nowe życie, jestem przekonana, że jego małe serce zaczyna bić pytaniem o miłość. „czy kochasz mnie mamo? Czy kochasz mnie tato?”. Każdy kolejny dzień jego życia wzmaga to pytanie i pragnienie uzyskania potwierdzenia. Potrzebujemy potwierdzenia swojego życia z obu źródeł, obu korzeni którymi są rodzice. Nasze relacje, wybory, nawet zainteresowania, stają się poszukiwaniem odpowiedzi na to pytanie o miłość (Czy kochasz mnie ?)  Często nieświadomie brniemy w nałogi, przyzwyczajenia, czy rozrywkę szukając odpowiedzi. Bądź pragnąc doświadczyć miłości gdziekolwiek nawet jeśli miałyby to być fałszywe namiastki, czy okruchy.

Czego mogła się bać mówiąc mi, kim jest ojciec? Wszystkiego ! A najbardziej tego, że mnie utraci. To absurdalne, ale w odczuciach rodzica – mamy, która całe swoje życie poświeciła dla mnie, gdzie wszystkie prace, myśli, starania były tylko dla mnie. Kiedy jej życie to ja, pojawienie się kogoś jeszcze stanowi zagrożenie tego świata, który stworzyła. Może też nie chciała wracać do przeszłości, chciała, żyć tym, co tu i teraz. Wiem, że nie było jej łatwo. Sama z dzieckiem. Wtedy nie wiązało się to z akceptacja ani rodziny, ani społeczeństwa. A jednak przyjęła mnie i walczyła jak lwica. To jej  „lwicowanie” trwało bardzo długo i zamieniło się w chęć bronienia mnie przed każdym, nawet najmniejszym zagrożeniem, w tym wiedzą, kim jest ojciec.
Kiedy byłam starsza, wersja odpowiedzi uległa modyfikacji i zostało dodane, że dowiem się, jak będę pełnoletnia. Przynajmniej już było czego się uchwycić i mieć nadzieje.

Prawda. Tak bardzo jej potrzebowałam. W jakiś intuicyjny sposób myślałam, że jak ją poznam, to już wszystko się ułoży. Nie będę się tak źle czuć, jak się czuję. Że to odmieni mnie i moje życie…tak sobie myślałam. Poznanie prawdy daje wolność. Żadne kłamstwo nie zaspokaja i wolności nie daje. Skądś  wzięło się powiedzenie, że lepsza bolesna prawda niż kłamstwo? Czyżby z życiowych doświadczeń ludzi poranionych kłamstwem? Wolimy prawdę, nawet jeśli ona boli. Choć rozumiem to tak, że prawda nigdy nie boli, to ranić może. Jednak ta rana nie jest zadawana bezpośrednio przez nią, ponieważ to kłamstwo powoduje ból. Odczuwany jest on wtedy, gdy prawda  oderwana zostaje od miłości. Kiedy staje się wyłącznie faktem. Pewną informacja o stanie rzeczy.

Nadeszła pełnoletność. Dzień po urodzinach zadałam owo pytanie… Jak bardzo się zawiodłam, kiedy mama po raz kolejny odpowiedziała, że nie może mi powiedzieć ponieważ…nie jestem gotowa. O, jak ja byłam gotowa ! Jeśli mowa o gotowości, to na nic tak od wielu lat się nie szykowałam, jak na to. Teraz to dopiero moja wyobraźnia szalała. Bez względu na to jaka owa prawda była, chciałam ją znać i miałam do tego prawo ! Teraz czułam się okradziona z tego prawa, bezradna. Ciekawość zastąpiła złość i smutek. Świadomość, że nie mogę tego zmienić, że nie mam na to wpływu. Brak kontroli nad poznaniem przeszłości paraliżował mnie wewnętrznie. Dlaczego musze wiedzieć ? Była to potężna siła we mnie, która nie dawała za wygraną.
Przez następne lata przeszłam trudna i wyczerpującą próbę. Był to dopiero początek drogi. Przez większość czasu ból zasłaniał mi prawdę o mnie, a lęk uniemożliwiał przyjęcie jej. W tym okresie najtrudniej było mi pogodzić się ze sobą i swoim życiem. Kim jestem, po co jestem i dlaczego żyję ? Pewna bliska mi osoba tłumaczyła, że jeśli nie poznam prawdy o moich początkach, nie będę umiała żyć. Chciałam jakoś żyć, ale te słowa okazywały się prawdziwie i ostatecznie wszystko wracało do tego samego punktu.
Obrona  pracy była blisko, a ja zatapiałam się w swoich czarnych myślach, że na pewno temu nie sprostam. Po kolejnej sprzeczce z mamą, ona nagle powiedziała – dobrze, powiem Ci! Byłam zaskoczona. Opowiedziała i odpowiadała na moje pytania. Jak się okazało, nie była to wcale nadzwyczajna historia, a wszystkie moje domysły były wobec jej prostoty śmieszne i niewiarygodne. To przed czym mnie chciała chronić, to wiadomość, że ojciec nie chciał mnie. Proponował mamie aborcje. Od razu postanowiłam sobie, że muszę się z nim spotkać. Szybko się to stało. Umówiliśmy się w kawiarni. Kiedy na niego czekałam, czułam w sobie fale naprzemiennych uczuć radości, gniewu i niecierpliwości. Spóźnił się pół godziny. Kiedy przyszedł, nawet na mnie nie patrzył, tylko mówił jakieś dziwne rzeczy. Nie wiedziałam, czy kłamie, czy nie. Powiedziałam mu, że jestem jego córka. On, dalej nie patrząc na mnie, odparł, że nie jestem jego dzieckiem. To mi wystarczyło. Jeszcze wypytywał o kilka rzeczy. Grzecznie odpowiadałam. Na koniec niby zapisywał mój telefon, ale nigdy nie zadzwonił. Gdy wracałam do domu czułam się zmiażdżona. Wirowało mi w głowie. Prawda? Gdzie ona jest? Kto mówi prawdę? Jakby całe moje życie rozbiło się w drobny mak. Rozerwana, niespójna – ja. Zagubiona w swoim życiu.
Czy musiałam poznać prawdę by żyć? Jak się okazało po kilku latach – tak. Spotkanie z ojcem domknęło pewien etap i było konieczne. Był to kluczowy moment, który pozwolił mi na dalszą drogę w odkrywaniu sensu życia.

Jestem dzieckiem moich rodziców. Ojciec mnie nie chciał i odrzucił, a mama kocha nad życie. Sprzeczność. Walka. Rozdarcie. Niepogodzenie. To wszystko rozegrało się we mnie. Byłam jak pole bitwy ich dwojga. Odnalazłam i poznałam swoje korzenie. Nie są idealne, jednak dzięki nim wiem, jakie są moje początki. Bardziej rozumiem kim jestem i uczę się ciągle jeszcze swojej tajemnicy. Korzenie stały się kluczem do mojego życia i podążania w głąb siebie. Zaproszeniem, by nigdy już nie pozostawać w miejscu.

Reklamy

26 thoughts on “Poznając swoje korzenie odnajdziesz siebie.

  1. Aż mnie ciarki przeszły. Mam mądrą mamę, ale też sporo ducha walki w sobie (pewnie po niej :) ). Mnie jednak najbardziej podoba się to, że nie ustajesz w szukaniu. W poznawaniu siebie i próbach zrozumienia. To cudowne – nie każdy ma odwagę by to robić, a bez tego chyba nie można być tak do końca sobą…

    Polubione przez 1 osoba

      1. Ja kiedyś w ogóle nie potrafiłam zawalczyć o siebie i swoje szczęście, wręcz przeciwnie. Byłam jak taka śpiąca królewna i czekałam aż ktoś przyjdzie i mnie uratuje. Ale teraz wiem, że szczęściu trzeba pomagać. Nie można milczeć, kiedy ktoś nam podkłada nogę i nie można być biernym, gdy nadlatuje szarańcza i zaczyna zżerać nasze z trudem wypracowane plony.
        Jestem przekonana, że ta walka to jest też walka duchowa, a w niej nie możemy wygrać sami, musimy prosić o pomoc z góry. Biblia mówi: Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!”

        Lubię to

  2. zabawne, ja też miałam takie fantazje w dzieciństwie, czy aby nie jestem adoptowana :) chyba czytałam za dużo książek o rodzinach co przygarnęły jakieś dzieci, wtedy były one dosyć popularne. Jakoś mnie ciągnęło do takich opowieści, sama nie wiem czemu. Może przez to, że mama wpajała nam zawsze wysokie ideały, chciała nas wychować na szlachetnych ludzi :)

    Znam osoby które adoptowały dzieci i myślę że nie powinno się tego ukrywać, bo prawda nas wyzwoli. Z pewnością każdy chce być zauważony przez innych, chce móc powiedzieć „jestem dla kogoś ważny”. Niedobrze, jeśli rodzice są chłodni, niedostępni, ale wszelka przesada jest niezdrowa. Tyle samo szkody może narobić zaborcza miłość, przyduszającą tym uczuciem, nie pozwalająca zrobić kroku samemu. Niestety dużo jest takich matek, myślę że to bardzo źle wpływa na dzieci, bo potem słowo miłość im się źle kojarzy i uciekają od niej jak najdalej, albo wikłają się w związki pełne dominacji.

    Co do adopcji myślę ważne jest żeby to zrobić z takiego poczucia: mam coś, więc mogę się podzielić, a nie oczekiwać że dziecko rozwiąże moje problemy, bo to, jak zauważyłam, nigdy się nie udaje. Nie popadać w pychę jakim to się jest wspaniałym człowiekiem, nie unosić się jak balon pod sufitem, nie upajać się sobą, tylko po prostu normalnie żyć. Hehe ale wzniośle to napisałam – wysokie ideały się kłaniają :) Wiadomo teoria łatwa, praktyka zawsze trudniejsza.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Choć u mnie niektóre szczegóły zupełnie inne, to dokładnie jak bym czytała o sobie! Pięknie ubrałaś w słowa moje myśli. I zgadzam się, choć po poznaniu tak długo oczekiwanej prawdy, wydaje nam się, że oto układanka ułożona w całości… a tu psikus… okazuje się, że jest jeszcze gorzej, niż na samym początku układania. Dopiero po czasie okazuje się, że to było nieuniknione, i pozwoliło nam zrozumieć pewne sprawy i zajrzeć w głąb siebie :)

    Polubione przez 1 osoba

  4. Mocne. Nawet bardzo. Czytając, że mama nie chciała Ci powiedzieć kim jest Twój ojciec, nawet kiedy skończyłaś 18 lat, myślałam tak jak Ty, że to jakaś mroczna historia. Ale czytając dalej uświadomiłam sobie, że brak akceptacji ze strony jednego z rodziców to JEST mroczna historia. To gdzieś w środku na zawsze zostaje. Z drugiej strony dobrze, że uporałaś się z tym i stawiłaś czoło, by zamknąć ten rozdział. Na pewno jeszcze zdarzy Ci się pomyśleć o tej sytuacji, o tym, co straciłaś nie mając ojca, ale dzięki spotkaniu uporządkowałaś to wszystko w sobie.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości i dużo dużo radości w życiu :)

    Polubione przez 1 osoba

      1. Wydaje mi się, że nie można całkowicie zapomnieć, wyzbyć się takich doświadczeń. Mi osobiście ciężko sobie wyobrazić sobie brak świadomości kto to jest ojciec. Jednak wiele innych (również dość traumatycznych) doświadczeń, które miały ogromny wpływ na to kim teraz jestem i jaka teraz jestem, wciąż pamiętam i wciąż odbija się na moim teraźniejszym życiu. Tak już chyba musi być. Bez nich nie bylibyśmy osobami, którymi jesteśmy.

        Polubione przez 1 osoba

  5. Piękny wpis, czytałam z zapartym tchem. Tak, masz rację, człowiek musi znać swoich przodków, przeszłość. nie może być w tym tajemnicy. Myślę, że mama mogła powiedzieć ci wcześniej, ale rozumiem, że nie potrafiła, że (jakże niesłusznie) bała się, że cię straci. A ty tymczasem zamęczałaś się nieprawdopodobnymi domysłami i wciąż czekałaś. Ale dziś wiesz, że miłość mamy jest silniejsza niż mamy i ojca razem wziętych. Masz wspaniałe wiano, które pozwoli ci na dobre i piękne życie. Czego ci życzę z całego serca.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Piszę i kasuję ponieważ nie umiem ubrać myśli we właściwe słowa. Może po kolei. Moja siostra adoptowała syna, pół roku temu pocieszałam ją gdy płakała, że Kamil chce poznać swoją biologiczną matkę, która niegdyś była na dnie a teraz przez facebooka zobaczyła zgrabną, uśmiechniętą blondynkę. To był dla niej cios tak wielki, że nie umiała go podnieść. Obwiniała się, że nie sprawdziła się jako matka nie dała mu wszystkiego co potrzebował bo jego serce gdzieś tam było niepełne..Ja go całkowicie rozumiałam, chyba każdy chciałby zadać pytanie dlaczego?! To ważny krok w życiu jak wspominałaś możliwość dalszego życia ze świadomością kim się właściwie jest,
    Twój ojciec zachował się okrutnie, aktualnie mocniejsze słowa cisną mi się na usta..nic tak nie boli jak zawód na kimś, kto powinien być opoką.
    Trzymaj się kochana, powodzenia Ci życzę

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dla Twojej siostry to pewnie trudne. Jednak chciałabym jej napisać tych kilka słów.
      Serce matki zawsze pozostanie blisko swojego dzieci. Ono kocha bezwarunkowo i na zawsze. Bez względu na to, czy jest mamą biologiczna czy adoptowaną.

      W każdej rodzinie przychodzi, czas kiedy dzieci odchodzą. Czasem wyjeżdżają daleko i nie ma po nich śladu, ponieważ chcą w końcu sami… Czasem zostają,jednak wyraźnie sie od nas odcinają w swoich wyborach. Podziwiam mamy które adoptują dzieci. Wyobrażam sobie również, ze moze być w nich ukryty lęk przed jakimś wydarzeniem, które odbierze im dziecko. Lęk przed powrotem mamy biologicznej lub chęć powrotu tego dziecka do mamy… Niestety tak może być. Jednak to prawo każdego człowieka -decydować o sobie. Prawo by poznać swoich rodziców. TO TRUDNE. Jednak kiedy sie weźmie pod uwagę,ze to pomoże w zyciu, ze umocni,określi. W jakiś sposób scali. Pomoże uporać sie z przeszłością. Przyjąć ją i zacząć żyć swoim życiem, a nie życiem ze wspomnień czy domysłów. Najlepszy rodzic to taki, który pozwoli czasem odejść swemu dziecku-jednak zawsze czeka na nie z otwartymi ramionami i kocha zawsze. Jest. Kazda mama jest najlepsza dla dziecka, które zostało jej powierzone. Gorąco w to wierze…
      Dziekuje za wpis, który i mnie poruszył.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s