Czy kochasz mnie ?

Zaczynało grzmieć. Z niecierpliwością wpatrywałam się w niebo, które gwałtownie zmieniało swoje barwy. Wiał silny wiatr i chmury nabierały tak ukochanego przeze mnie kształtu.   Będzie burza – pomyślałam – nareszcie! Zima przeciągała się, a wiosenne roztopy obnażały brzydotę miasta. Ale wiosna jest już blisko. Zapach w powietrzu, który unosił się od kilku dni, jakby mówił „już wkrótce”. Ptaki zaczynały śpiewać odważniej, a słońce zajmowało należne mu miejsce na niebie. Ale jeszcze nie, jeszcze nie było burzy, czyli prawdziwej zapowiedzi zmian. Długo oczekiwany moment. Napięcie, jak przed nieznana przygodą. Wstrzymałam oddech. Pada deszcz! – wykrzyknęłam i z radością pobiegłam do mamy. Ona już wiedziała, o co zamierzam ją prosić. – Czy mogę wyjść na dwór?  – Tylko nie bądź za długo – mówiła, a ja dawno nie czułam takiej radości. Szybko wybiegłam na dwór.

 Deszcz padał mocno, a każda jego kropla była dla mnie jak pocałunek nieba. Byłam jedyną osobą w tym deszczu i to było mój świat wolności. Biegałam po kałużach, ścigałam się ze strugami wody spływającymi ulicą. Dotykałam mokrych drzew i śmiałam się w głos. Oddychałam powietrzem, którego smak był dla mnie samą czystością. Gdy zmęczyłam się bieganiem, przystawałam, rozciągałam ręce i otwierałam dłonie. Woda obmywała mnie całą, silne krople spadały na moja twarz, ich smak miałam w ustach. Chłód delikatnie przenikał moje ciało, a wiatr kołysał moimi myślami. Byłam tylko ja i ten deszcz. W uszach brzmiała symfonia wiosny. Kolejny grzmot i błysk. Szalona miłość wolności.

Mama dobrze wiedziała, że sprawia mi to ogromna radość. Lubiła jak się śmieję. To była jej prawdziwa miłość do mnie, gdy pozwalała mi na to szaleństwo. W jej oczach szukałam wtedy akceptacji dla moich wybryków, zgody w spojrzeniu i niewypowiedzianych słów „kocham cię taką”. Dzisiaj dziękuję jej za to, że nie kierowała się w tym momencie rozsądkiem, ale w miłości dała wolność. Dzięki temu jest to jedyne takie wspomnienie z dzieciństwa, tak pełne doświadczenia radości i wolności. Bycia sobą i nieskrępowanej akceptacji swego życia.

Większość ludzi, których spotkałam, boi się burzy. Podobno wywołuje ona lęk tak silny, ponieważ jest nieprzewidywalna. Nie wiadomo, co się może stać. Jest to siła niekontrolowana, energia, wobec której człowiek jest pyłkiem. Łatwiej jest żyć, kiedy mamy wszystko pod kontrolą, gdy wiem, co i jak. A wobec takich sił, rozsadek podpowiada zachować ostrożność i rozwagę. Stąd pewnie naturalny lęk, który chce nas chronić przed niebezpieczeństwem.

 Ze mną działo się wręcz odwrotnie. Wobec takiej siły, czułam, że przynależę do czegoś większego niż jestem w stanie pojąć. Siła, której nie odnajdywałam w sobie, nagle się pojawiała i była mi udzielana. Nie było granic tego co mogę, co wypada, była wolność absolutna i szczęście, że można tak doświadczać życia. Kiedy burza mijała, wychodziło słońce, albo nadchodziła gwieździsta noc. Powietrzem w końcu można było swobodnie oddychać i nawet zieleń zmieniała swe odcienie. Wtedy, przez krótką chwile miałam wrażenie, że wszystko będzie inaczej, że jest życie, jest nadzieja, jest coś, czego nie umiem nazwać, ani uchwycić.

 Jednak burze bywały bardzo rzadko, a ja wracałam do swoich ram i ogólnie pojętej normalności. Głód „czegoś więcej” był obecny, choć nie zawsze zdawałam sobie z niego sprawę. Przestrzeń we mnie, którą odczuwałam była większa, niż cokolwiek było mi dawane. Jakby pustka nie do nasycenia ogarniająca moje serce. Nic nie przynosił wtedy ukojenia. Może stąd tak często zadawane przeze mnie pytanie, które kierowałam do osoby mi najbliższej: „Czy kochasz mnie?”. Mama wielokrotnie zapewniała mnie o swojej miłości i pewnie dziwiła się ciągle i uparcie stawianemu przeze mnie pytaniu o miłość. Pewnie nie raz było to dla niej bolesne i raniące. Bo to tak, jakbym nie dowierzała, lub wątpiła, ze kocha, a przecież kochała tak, jak potrafiła. Dla mnie jednak, to było za mało. Głód zdawał się być większy, niż da się go napełnić.

Pragnienie miłości jest w nas wpisane. Jest jak część naszego serca, która bez dopełnienia nigdy nie odnajdzie siebie. Pragniemy być kochani bezwarunkowo, bez stawiania zadań, wymagań, ale tylko dlatego, że jesteśmy. Jednak jest to dla nas tak nielogiczne, że tłumaczymy sobie, że coś przecież trzeba zrobić, czegoś dokonać, coś udowodnić – by być kochanym. Miłość przecież się zdobywa, walczy o nią, udowadnia się, że się kocha. „Co ja zrobiłem, że mnie kochasz…?”. Te słowa to przejmujący krzyk nienasyconego głodu w człowieku, krzyk serca, które pragnie być kochane. Co zrobiłem, a czego nie, że mnie kochasz…lub przestałeś kochać. O ile łatwo nam uwierzyć, że zrobiliśmy coś złego i w konsekwencji miłość się skończyła, o tyle trudne jest do pojęcia, że można kochać kogoś bez jego zasług.

Reklamy

6 thoughts on “Czy kochasz mnie ?

  1. Czytając przypomniałam sobie to młodzieńcze odczucie pustki, które kiedyś czułam przez większość czasu, ale które też lata temu odeszło. I zostało zapomniane. Czemu? Nie wiem. Może to kwestia znalezienia swojego miejsca, może lat, może własnych dzieci. Jedno myślę, że wiem. Dziecięce pytanie „czy mnie kochasz” odczytuję teraz bardziej jako wyrażenie potrzeby bliskości, a nie wątpliwość co do samego uczucia. I myślę, że dla Twojej mamy nie musiało być tak bolesne, jak myślisz. Ale piszesz pięknie:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s